West Ham odnosi kluczowe zwycięstwo w końcówce z Evertonem zachowując dwupunktową przewagę nad Spurs
Głęboko zanurzeni w walce o utrzymanie, trzy punkty były dla West Ham absolutną koniecznością, biorąc pod uwagę, że Spurs zmierzyli się z już spadkowiczem Wolves.
Zdecydowanie zaczęli jak drużyna świadoma stawki tego spotkania, ruszając z kopyta i niemal trafiając w pierwszych 10 minutach, gdy Crysencio Summerville posłał idealne dośrodkowanie na głowę Tomasa Soucka, ale Czech tylko minimalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Młoty kontrolowały większość pierwszej połowy, ale robili to w dużej mierze bez większego zagrożenia dla bramki Evertonu, co mogło niepokoić trenera Nuno Espirito Santo.
Słaba pierwsza połowa zakończyła się strzałem Jarroda Bowena, który przeszedł wzdłuż linii bramkowej dla gospodarzy, a jego nietypowo słaby strzał był symptomatyczny dla problemów obu ekip w tej części gry, zwłaszcza West Ham, którzy nie oddali ani jednego celnego strzału.
To wszystko zmieniło się zaraz po przerwie, gdy Taty Castellanos sprawdził Jordana Pickforda, a West Ham uznało, że powinni mieć rzut karny za faul w zamieszaniu po tym zdarzeniu.
Rozczarowanie szybko zamieniło się w euforię, gdy z narożnika Soucek wzniósł się najwyżej w polu karnym, by головой wpakować piłkę do siatki po dośrodkowaniu Bowena i wyprowadzić Młoty na prowadzenie.
Ten gol nie ożywił Evertonu, który przez większość meczu wyglądał jak zespół bez większych ambicji, mimo bliskości europejskich miejsc.
Ostatecznie się rozkręcili, a zamieszanie w polu karnym zakończone wielkim blokiem Soucka zostało zażegnane olbrzymią interwencją Axela Disasiego, gdy West Ham trzymali się wątłej przewagi.
Thierno Barry był blisko wyrównania dla gości, gdy jego strzał głową został bohatersko wybity z linii przez Soucka, bohatera chwili, którego gol wydawał się wystarczający do zdobycia trzech punktów.
To trwało co najmniej do 88 minuty, gdy Kiernan Dewsbury-Hall znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, by volleyem wpakować piłkę po kiwce Jamesa Tarkowskiego i zdawałoby się zepchnąć West Ham do strefy spadkowej.
Inaczej nudne spotkanie miało jednak jeszcze jeden szalony zwrot, bo w ośmiominutowym doliczonym czasie gry Wilson pojawił się znikąd, by wstrząsnąć London Stadium ostatnim zwycięskim golem, zapewniając West Ham utrzymanie dwupunktowej przewagi nad Tottenhamem w walce o uniknięcie spadku.