Bramka Isaka zapewnia Liverpoolowi łatwe zwycięstwo nad Palace i przybliża do Ligi Mistrzów
Drużyna Arne Slota wcześniej przegrała trzy razy z Crystal Palace w tym sezonie ale rozpoczęła mecz z pewnością siebie niepasującą do takiego nieprzyjemnego bilansu.
Myśleli że dostaną rzut karny w połowie pierwszej połowy po tym jak Florian Wirtz podał do Mohameda Salaha który został sfaulowany przez desperackie wślizgnięcie Brennana Johnsona.
Tymczasem interwencja VAR słusznie dała Orłom ulgę ponieważ Walijczyk dotknął piłki wystarczająco mocno. Ale przełom wydawał się bliski a ostatecznie to Alexander Isak go zapewnił przejmując spekulacyjny strzał Alexisa Mac Allistera i kierując go poza Deanem Hendersonem.
Crystal Palace odpowiedziało żywo a Jean-Philippe Mateta sprawdził Freddiego Woodmana przy bliższym słupku po tym jak Liverpool stracił piłkę tanio. Z narożnika bramkarz zrobił jeszcze lepszą interwencję tym razem blokując Maxence Lacroixa.
I trzeci bramkarz wkrótce był wychwalany przez Kop po tym jak Czerwoni strzelili z kontrataku płynna akcja w której Wirtz i Curtis Jones współpracowali by podać do Andy Robertsona na gola który może być jego ostatnim dla klubu.
Isak prawie dorzucił drugą bramkę po przerwie ale Jaydee Canvot dobrze go śledził prawie utrzymując zespół Olivera Glasnera w grze. Ismaïla Sarr prawie zmniejszył stratę ale Virgil van Dijk wystarczył by powstrzymać napastnika przed ósmym golem w karierze przeciwko Liverpoolowi.
Tak czy inaczej Palace zdobyło szansę w dziwny sposób chwilę później gdy Daniel Munoz lobem trafił do pustej bramki po tym jak Woodman zranił się wykonując sprytną paradę na strzale Sarra.
Czwarty bramkarz Liverpoolu Armin Pecsi szykował się na ławce ale Woodman mógł kontynuować i z ulgą patrzył jak Jorgen Strand Larsen trafia tylko w słupek z ostatniej wielkiej szansy na wyrównanie.
Wirtz potem ostatecznie rozstrzygnął sprawę koronując świetny występ doskonałym strzałem w doliczonym czasie który wleciał w daleką stronę bramki.
Jedynym poważnym minusem dla ekipy Slota był los Salaha który musiał zejść z boiska z widocznym urazem mięśniowym który może przedwcześnie zakończyć jego legendarną karierę na Anfield.
Ta myśl na pewno krążyła mu po głowie bo podziękował wszystkim czterem trybunom stadionu zanim opuścił murawę.
Palace wygrało tylko jedno z ostatnich dziewiętnastu spotkań z drużynami które zaczęły dzień w górnej połowie tabeli Premier League a jedyne zwycięstwo ironicznie przyszło przeciwko Liverpoolowi we wrześniu.
Tymczasem Czerwoni wykorzystali w pełni porażkę Aston Villi w południe i wskoczyli na czwarte miejsce dzięki różnicy bramek z solidną ośmiopunktową przewagą nad Brightonem na szóstym miejscu.