Hat-trick Gibbs-White'a prowadzi Forest do odrobienia strat i miażdżącej wygranej z Burnley
Forest przystąpił do tego spotkania nad Trentem z możliwością uzyskania pięciopunktowej przewagi nad strefą spadkową, co wydawało się oczywiste biorąc pod uwagę sytuację Burnley.
Tymczasem pierwsze dwadzieścia minut można by nazwać całkowitym brakiem akcji, ponieważ żaden strzał nie padł przed 25 minutą, kiedy James Ward-Prowse spróbował z rzutu wolnego z trzydziestu metrów.
Jego strzał odbił się tuż przed Matzem Selsem, zmuszając go do wybicia piłki na aut, ale poza tym niewiele się działo.
Mimo motywacji do ataku na Burnley, gospodarze znaleźli się w trudnej sytuacji po przerwie, gdy ekipa Scotta Parkera zadała im cios tuż przed końcem pierwszej połowy.
Po tym jak piłka spadła łagodnie w środku boiska, szybka akcja Burnley pozwoliła Quilindschiemu Hartmanowi dośrodkować, a Zian Flemming, najlepszy strzelec, wpakował swoją dziewiątą bramkę w lidze.
Wielka okazja na wyrównanie nadarzyła się dziesięć minut po wznowieniu, gdy strzał rezerwowego Igora Jesusa odbił się i trafił idealnie do niepilnowanego Morgana Gibbs-White'a, lecz ten chybił obok bramki.
Forestowski lider szybko nadrobił błąd, podcinką wchodząc za obrońców, by przyjąć centrę od Ward-Prowse'a, którą ten głową skierował w jego stronę, a potem jednym dotknięciem ustawił się i umieścił piłkę w dolnym rogu.
Odwrócenie losów meczu dokonało się sześć minut później, ponownie dzięki Gibbs-White'owi, który volleyem wykończył precyzyjne dośrodkowanie Omarego Hutchinsona.
Końcówka zapowiadała się nerwowo dla Trick Trees, ale Gibbs-White zapewnił spokój genialnym strzałem głową z jedenastki dwanaście minut przed końcem, dopełniając hat-tricka i zdobywając dla Forest kluczowe trzy punkty w walce o utrzymanie, z solidną poduszką nad strefą spadkową.
Jezus dołożył czwartą bramkę w doliczonym czasie, co stawia Burnley na krawędzi spadku, który może zostać przypieczętowany już w środowy wieczór.