Declan Rice nie traci apetytu na sukcesy w Arsenalu mimo porażki z PSG w finale Ligi Mistrzów

Declan Rice nie traci apetytu na sukcesy w Arsenalu mimo porażki z PSG w finale Ligi Mistrzów

Po uniesieniach z okazji zdobycia tytułu mistrza Premier League przed sześcioma dniami na Selhurst Park, piłkarze oraz fani Arsenalu otrzymali miażdżący cios w stolicy Węgier. To za sprawą obrońcy Gabriela, który posłał swój rzut karny nad poprzeczką, umożliwiając PSG zdobycie drugiego z rzędu triumfu w Lidze Mistrzów.

Rice, który rozegrał pełne 120 minut w tym wyrównanym spotkaniu, zachował stoicki spokój na podium podczas rozmowy z mediami. Dał do zrozumienia, że ta przegrana będzie definiować londyński zespół po sezonie, który rozpoczął się 11 miesięcy temu, a zakończył w finale europejskich rozgrywek.

W rozmowie z różnymi mediami po meczu powiedział: „To był prawdziwy rollercoaster, odkąd wszystko zaczęło się w lipcu w Singapurze.

Dzisiejszego wieczoru rozegraliśmy 63. mecz w sezonie, a to była niesamowita podróż. Zdobycie Premier League po 22 latach było marzeniem, a dotarcie do tego finału to spełnienie kolejnego.

To nie miało się wydarzyć. Przegrana w finale Ligi Mistrzów po rzutach karnych, przy tak małych marginesach błędu, naprawdę boli, ale to nie definiuje tej grupy.

Jesteśmy oczywiście załamani, zdruzgotani tą przegraną, ale gratulacje dla PSG. Przez ostatnie kilka lat to oni byli najlepszym zespołem w Europie.

PSG ma najlepszy atak na świecie i nie można grać tak jak inni, ganiając za nimi po boisku, bo właśnie tego chcą. Dzisiaj naprawdę ograniczyliśmy ich do niewielu okazji, a sami stworzyliśmy sobie kilka szans.

Rice, który od swojego transferu z West Ham w 2024 roku jest nieodłącznym członkiem Kanonierów, już wcześniej doświadczył europejskiego sukcesu. To on poprowadził Młoty do triumfu w Lidze Konferencji w Pradze w 2023 roku.

Sobotnia noc nie przyniosła mu kolejnego medalu do już bogatej kolekcji, ale wierzył, że więcej sukcesów jest tuż za rogiem dla Arsenalu.

Dodał: „Odkąd trafiłem do tego klubu, zmierzamy w górę. W tym roku rywalizowaliśmy we wszystkich rozgrywkach aż do marca, co było naprawdę trudne i wyczerpujące psychicznie. Od października graliśmy trzy mecze w tygodniu i dlatego jestem tak dumny z tych chłopaków za to, jak daleko zaszliśmy w tym sezonie.

Kontynuował: „Wykorzystamy ten moment (porażkę w finale) jako paliwo na nadchodzące sezony. Rozmawiając z zawodnikami i menedżerem, nie ma powodu, byśmy mieli na tym poprzestać. W przyszłym roku będziemy jeszcze silniejsi i znów gotowi. To ekscytujące czasy dla tego klubu piłkarskiego.

Rice wypowiadał się również w samych superlatywach o swoim menedżerze Mikelu Artecie. Hiszpan w tym sezonie obrał nowy kierunek taktyczny, co znów było widoczne w Budapeszcie. Arsenal poświęcił posiadanie piłki na rzecz stabilności defensywnej, mając piłkę mniej niż przez jedną czwartą czasu trwania meczu.

Mówiąc o Artecie, 25-latek powiedział: „Powiedział nam (po meczu), że nas wszystkich kocha, żebyśmy trzymali głowy wysoko i byli dumni z tego, co osiągnęliśmy w tym sezonie.

To ktoś, kto każdego dnia daje nam 100% siebie, ktoś, do kogo zwracamy się o wskazówki i siłę. W trudnych momentach tego roku był przy nas wszystkich i dlatego tak bardzo się cieszyliśmy, że zdobyliśmy Premier League, bo na to zasługuje.

Zanim po lecie wróci do piłki klubowej, Rice czeka jeszcze mały szczegół, czyli mistrzostwa świata z Anglią, która chce przerwać 60-letnią posuchę bez wielkiego trofeum. Ponownie będzie kluczowym graczem drużyny Thomasa Tuchela, zaczynając od meczu z Chorwacją 17 czerwca.