Crystal Palace dwukrotnie odrabia straty i dzieli punkty z Evertonem w emocjonującym starciu z czterema golami

Crystal Palace dwukrotnie odrabia straty i dzieli punkty z Evertonem w emocjonującym starciu z czterema golami

Pokonani tylko raz w poprzednich dwudziestu dwóch spotkaniach Premier League i dążący do trzeciego z rzędu zwycięstwa na jednym z ulubionych stadionów Everton rozpoczął mocniej i wykorzystał serię rzutów rożnych już po pięciu minutach.

Kiernan Dewsbury-Hall wrzucił corner z dużą prędkością a Michael Keane skierował głową piłkę do partnera z obrony Jamesa Tarkowskiego który miał najłatwiejszy możliwy strzał z bliska przy dalszym słupku.

To był idealny początek dla Evertonu w kontekście ich aspiracji europejskich ale pozostała nuta ostrożności bo Palace anulował otwarcie Toffees w każdej z dwóch poprzednich potyczek w Londynie.

Dokładnie jak w tamtych sytuacjach Palace zaczął nabierać tempa po stracie gola a obaj bramkarze musieli interweniować nogami w odstępie zaledwie dwudziestu sześciu sekund z tą drugą odbijającą Dewsbury-Halla w sytuacji sam na sam.

Palace odpłacił Evertonowi za tę niezdolność do finalizacji a tuż po trzydziestej minucie wyrównali gdy ładna wymiana między Ismailą Sarrem a Danielem Munozem spowodowała odbicie od nogi Keane'a umożliwiając Sarrovi strzał wolejem obok Jordana Pickforda co dało mu pierwszy ligowy gol od marca.

Sarr był też kluczowy w defensywie blokując głowę Ilimana Ndiaye tuż przed przerwą.

Tam gdzie zawiódł Beto ten sam zawodnik odniósł sukces w chaotyczny sposób mniej niż dwie minuty po wznowieniu gry chwytając długie podanie Tarkowskiego i dwukrotnie mamiąc Maxence Lacroix przed skierowaniem piłki nisko obok Deana Hendersona.

Dewsbury-Hall dostał się na pozycję strzałową tuż przed szóstym dziesiątym minutą ale mieszanka bramkarza Palace i dwóch obrońców wytrąciła go z równowagi uniemożliwiając prawie pewny trzeci gol.

Obawy przed powtórką z deja vu dla Evertonu po nieudanym sam na sam Dewsbury-Halla w pierwszej połowie prawie się ziściły w 65 minucie gdy nisko skierowana głowa Sarra zmusiła Pickforda do kapitalnej interwencji palcami przy bliższym słupku.

Ale mimo że Thierno Barry wchodzący za Beto z nadzieją na budowanie po dubletcie z poniedziałku przeciwko Manchesterowi City następny gol należał do Jean-Philippe Matety z Palace gdy dośrodkowanie Tyricka Mitchella ominęło wszystkich i trafiło do Francuza który bez problemu umieścił piłkę pod poprzeczką co było jego drugim z rzędu golem w tym samym meczu po wyrównaniu z lutego 2025 przeciwko Toffees.

Ponieważ Everton stał się pierwszym zespołem w historii który stracił gola zmieniającego wynik w doliczonym czasie w trzech kolejnych meczach Premier League w ostatni poniedziałek Palace mógł liczyć na szansę w ostatnich minutach.

Sarr na pewno tak myślał i był blisko spotkania z piłką wysoko przy pierwszym słupku zanim Adam Wharton trafił w słupek w 90 minucie.

Bez ostatecznego zwrotu akcji po nieudanych próbach Ndiaye i Matety na obu końcach boiska padł remis a Palace przedłużył niepokonany bilans u siebie do dziewięciu meczów sięgających lutego. 

Tymczasem problemy Evertonu w stolicy trwały z ich ligowym rekordem w Londynie w tym sezonie brzmiącym W1 D2 L3. Jako mała pociecha potrzebowali tylko remisu w ostatnich dwóch grach by osiągnąć pierwszy raz od pięciu lat haul powyżej 50 punktów.