Szwecja udowadnia swoją wartość na mundialu, gromiąc Tunezję w pokazie pięciu gwiazdek
Po awansie do turnieju poprzez baraże w marcu, mimo że nie wygrali żadnego meczu w regularnych kwalifikacjach, Szwedzi pokazali, dlaczego zasługują na miejsce na mundialu, od razu wchodząc na boisko i prowadząc 2-0 w ciągu pierwszych 30 minut.
Bramkarz Tunezji, Mouhib Chamakh, źle ocenił podanie Victora Lindelofa do przodu na skraju własnego pola karnego, a choć dobitka Viktora Gyokeresa została zablokowana, Yasin Ayari bezlitośnie uderzył do pustej bramki z 25 metrów.
Po pierwszym golu Szwedzi nabrali rozpędu i ruszyli w pogoń za drugą bramką, która padła w 30. minucie, gdy sprytne wyłożenie piłki przez Gyokeresa uruchomiło Alexandra Isaka, a gwiazdor Liverpoolu spokojnie posłał piłkę obok Chamakha w błyskawicznej kontrze. Jednak ten podwójny cios nie zniechęcił Tunezji, gdy Omar Rekik otrząsnął się z krycia i głową skierował do siatki dośrodkowanie Hannibala Mejbriego, zmniejszając straty tuż przed przerwą.
Po przerwie Tunezja, mając impet po zdobytej bramce, spodziewała się podjąć walkę po wznowieniu, ale tak się nie stało, co pozwoliło Szwecji przypieczętować zwycięstwo w 60. minucie.
Kapitan Ellyes Skhiri został zmuszony do błędu przez Isaka, a szwedzki numer 9 stał się asystentem dla Gyokeresa z bliskiej odległości, gdy napastnik Arsenalu huknął obok bezradnego Chamakha, zdobywając swojego 15. gola w ostatnich 16 meczach reprezentacji.
Tunezja pokazała iskierkę życia pod koniec - kreatywność Mejbriego sprawiała problemy Blagult - ale afrykański gigant stracił dwa gole w końcówce, wieńcząc udany wieczór dla podopiecznych Pottera na Estadio Monterrey. Najpierw Mattias Svanberg z czystego uderzenia w polu karnym zdobył bramkę zaledwie 12 sekund po wejściu z ławki, bijąc rekord najszybszego gola w mistrzostwach świata zdobytego przez rezerwowego, a następnie Ayari huknął zza pola karnego na 5-1 ostatnim kopnięciem meczu.
Zwycięstwo w pierwszym meczu grupowym było kluczowe dla Szwecji, która czeka na trudne starcie z Holandią po tym, jak drużyna Ronalda Koemana otworzyła Grupę F emocjonującym remisem 2-2 z Japonią. Wchodzenie w mecz po wygranej czterema bramkami w spotkaniu mundialowym po raz pierwszy od meczu o trzecie miejsce w 1994 roku z pewnością nie zaszkodziło ich pewności siebie.
Tunezję czeka trudna walka o awans do fazy pucharowej, gdyż nie wygrała swojego pierwszego meczu od mundialu w 1978 roku. Orły Kartaginy pozostaną w Monterrey na kolejny mecz, gdzie drużyna Sabriego Lamouchiego zmierzy się z Samurajami Błękitnymi.