Szwajcaria i Australia kończą przygotowania do mundialu remisem 1-1
Przygotowania Szwajcarów do szóstego z rzędu występu w finałach mistrzostw świata były bardzo burzliwe, głównie z powodu opóźnionego przyjazdu Breela Embolo do Stanów Zjednoczonych. W San Diego drużyna Murata Yakina musiała sobie radzić bez swojej największej gwiazdy. Po wczesnym zagrożeniu ze strony Nestory'ego Irankundy, który wykonywał rzut rożny, Szwajcarzy szybko złapali swój rytm.
W 14. minucie Dan Ndoye przełamał impas. Po znakomitym, łukowatym podaniu Granita Xhaki, przyjął piłkę, obrócił się i precyzyjnym strzałem z bliskiej odległości pokonał Patricka Beacha.
Ta bramka nadała ton reszcie pierwszej połowy, a Australijczycy musieli bezradnie gonić za piłką w kalifornijskim słońcu. Jednak Cristian Volpato swoim dośrodkowaniem z rzutu wolnego znalazł Harry'ego Souttara, który po dobrej obronie Silvana Widmera główkował niecelnie przy dalszym słupku.
Jeszcze przed przerwą Ndoye miał kolejną okazję, ale Beach szybko wybiegł i powstrzymał napastnika Nottingham Forest.
Australia rozpoczęła drugą połowę z nową energią i o mało nie wyrównała w spektakularny sposób, gdy Gregor Kobel odbił potężny strzał Irankundy z dystansu na poprzeczkę.
Drużyna Tony'ego Popovica została nagrodzona za szybki początek zasłużonym wyrównaniem. Rezerwowy Connor Metcalfe podał piłkę do Tete Yengi, który wykorzystał błędy w obronie Szwajcarów i zdobył bramkę w swoim debiucie w reprezentacji Australii.
Podopieczni Yakina pukali do drzwi w poszukiwaniu drugiego, potencjalnie decydującego gola. Cedric Itten mógł być rozczarowany, gdy jego główka po dośrodkowaniu Miro Muheima musnęła jedynie górną siatkę.
Choć w końcówce to Szwajcarzy wydawali się bliżsi zwycięstwa, ostatecznie musieli zadowolić się remisem w pożytecznym sprawdzianie dla obu drużyn. Każda z nich ma jeszcze sporo do poprawy przed mundialem.