Saint-Etienne i Nice rozegrały nudny mecz bez bramek w pierwszym starciu baraży o utrzymanie w Ligue 1

Saint-Etienne i Nice rozegrały nudny mecz bez bramek w pierwszym starciu baraży o utrzymanie w Ligue 1

Les Aiglons rozpoczęli ten sezon od kwalifikacji do Ligi Mistrzów UEFA, a w zeszły piątek grali w finale Pucharu Francji. Jednak po słabej kampanii w lidze, niewyjaśnionym zrządzeniem losu, stanęli przed ryzykiem zakończenia sezonu w Ligue 2.

Dwumeczowy pojedynek dał im szansę na ostatnią deskę ratunku, mierząc się z dziesięciokrotnymi mistrzami Francji, którzy chcieli natychmiast powrócić do grona krajowej elity.

Zespół Claude'a Puela nie rozpoczął spotkania idealnie, gdy Hicham Boudaoui doznał kontuzji po zderzeniu z Abdoulaye Kanté. To stawia pod znakiem zapytania udział Algierczyka w piątkowym rewanżu.

Przy tak wysokiej stawce, można było się spodziewać ostrożnej gry na początku. Irvin Cardona zobaczył, jak jego strzał krzyżowy został łatwo wyłapany przez Yehvanna Dioufa, a wolej Morgana Sansona minął słupek w mało efektownych pierwszych 20 minutach.

Jednak przed przerwą doszło do kontrowersyjnej sytuacji, gdy sędzia Benoit Bastien został wezwany do obejrzenia powtórki faulu Kojo Pepraha na Luanie Gadegbeku.

Les Verts początkowo otrzymali rzut wolny na skraju pola karnego i liczyli na jedenastkę, ale decyzja została dziwnie cofnięta, a sędzia zarządził rzut sędziowski.

Po wznowieniu gry to Les Verts wydawali się bliżsi otwarcia wyniku. Zuriko Davitashvili wykonał zwodzony bieg z lewej strony, a jego strzał prawą nogą minął daleki słupek.

Augustine Boakye spróbował szczęścia lewonożnym wolejem, który o włos minął poprzeczkę, po tym jak rożnik Davitashvilego trafił w drogę Ghańczyka.

Jednak hałaśliwi kibice Saint-Etienne, którzy liczyli na pierwszą bramkę swojej drużyny, musieli obejść się smakiem. Żadna ze stron nie zrobiła wystarczająco dużo, aby zdobyć cenną przewagę przed rewanżem.

To widowisko nie zapisze się w pamięci kibiców jako szczególnie udane. Zespół Philippe'a Montaniera może żałować, że nie wykorzystał wsparcia głośnej publiczności domowej, aby zapewnić sobie zwycięstwo przed nerwowym rewanżem za trzy dni.

Tymczasem 24 sezonowy pobyt Les Aiglons w najwyższej klasie rozgrywkowej wciąż wisi na włosku, w kampanii, która wciąż grozi zakończeniem się katastrofą.