Inter odrabia straty w spektakularnym powrocie przeciwko Como i awansuje do finału Coppa Italia
Tworzenie historii to prawdziwy narkotyk a Como byli podnieconi myślą o awansie do pierwszego w historii klubu finału Coppa Italia gdy zawodnicy z nad jeziora zdominowali pierwszą połowę.
Marc Oliver Kempf trafił w słupek głową po rzucie rożnym który wywalczył Inter bramkarz Josep Martinez broniąc strzał Martina Baturiny z ostrego kąta ale w trzydziestej minucie Como gracz się zemścił.
Biegnąc z impetem Ignace van der Brempt dotarł do linii końcowej a jego cofnięcie znalazło Baturinę w wolnej przestrzeni osiem jardów od bramki Chorwat huknął dając prowadzenie swojej drużynie.
To trafienie otworzyło szeroko dwumecz a w pozostałej części pierwszej połowy nie brakowało okazji gdy Tasos Douvikas głową minimalnie chybił łapiąc futbolówkę po diabelsko podanej piłce z rożnego.
Inter miał swoją najlepszą szansę wkrótce potem gdy Marcus Thuram skierował głowę do siatki ale Maximo Perrone wybił ją z linii bramkowej.
Wzrost Como w ostatnich latach był błyskawiczny bo sześć lat temu grali w Serie C a zaledwie dwie minuty po przerwie postawili się na krawędzi finału pucharu Leniewy podanie Piotra Zielinskiego oddało piłkę Nico Pazowi a złoty chłopak Larianich wypuścił Lucasa Da Cunha który wpakował gola z trudnego kąta.
Inter gorączkowo szukał ratunku i znalazł go z nieco ponad dwudziestoma minutami do końca gdy daleki strzał Hakana Calhanoglu odbił się i wleciał w dolny róg bramki.
Zastępca Como Assane Diao powinien był zamknąć dwumecz minutę po golu Inter ale zmarnował świetną okazję sam na sam co okazało się kosztownym błędem.
Calhanoglu strzelił drugiego gola w meczu wyrównując wynik precyzyjnym trafieniem głową z dwunastu jardów po czym w 89 minucie skrętny strzał Petara Sucicia przypieczętował niesamowity powrót i miejsce Nerazzurrich w Rzymie gdzie zmierzą się z Atalantą lub Lazio.