Zwycięstwo Aston Villi w Pucharze Anglii nad Tottenhamem stawia Franka na krawędzi
Aston Villa przybliżyła Thomasa Franka do zwolnienia, pokonując 2-1 jego zmagającą się z problemami drużynę Tottenhamu w trzeciej rundzie Pucharu Anglii w sobotę.
Frank balansuje na granicy po tym, jak Tottenham zapłacił cenę za dwukrotne stracenie gola w fatalnej pierwszej połowie na własnym stadionie w północnym Londynie.
Emiliano Buendia dał Villi prowadzenie, a Morgan Rogers powiększył przewagę gości.
Tottenham poprawił się po przerwie, lecz mimo że Wilson Odobert zmniejszył stratę, nie zdołali uniknąć drugiej porażki z rzędu.
Przegrana zakończyła się w odpowiednio nieprzyjemny sposób dla Tottenhamu, gdy ich sfrustrowani zawodnicy wdali się w scysję z graczami Villi po ostatnim gwizdku, podczas gdy z trybun spływały gwizdy.
Tottenham zwyciężył tylko w trzech z ostatnich czternastu spotkań i zajmuje 14. miejsce w Premier League, zaledwie trzy pozycje wyżej niż na koniec poprzedniego sezonu pod wodzą Angele Postecoglou.
Jeśli Frank przetrwa do następnego weekendu, kolejna porażka u siebie z niżej notowanym West Hamem z pewnością zakończy jego katastrofalne rządy.
Frank pogorszył swoją sytuację, popijając z kubka ozdobionego logo zaciekłego rywala Spurs, Arsenalu, przed przegraną 3-2 z Bournemouth w środę.
To żenujące potknięcie ściągnęło gniew kibiców Tottenhamu, którzy ponownie wygwizdali Franka i jego zespół po końcowym sygnale.
Teraz Frank wypadł z Pucharu po kolejnym rozczarowującym występie w nieszczęśliwym pierwszym sezonie tego byłego menedżera Brentford.
Zatrudniony w miejsce zwolnionego Postecoglou, który zakończył 17-letnią suszę trofealną północnolondyńskiego klubu, wygrywając Ligę Europy w poprzednim sezonie, Frank coraz bardziej wydaje się nie na miarę oczekiwań klubu o ambicjach Tottenhamu.
Villa, która nie wygrała Pucharu Anglii od 1957 roku, odniosła teraz dwa zwycięstwa nad Tottenhamem w tym sezonie po triumfie 2-1 w Premier League w październiku.
Zespół Unaia Emery'ego pokonał też Tottenham w czwartej rundzie Pucharu Anglii w poprzednim sezonie.
Bez kryjówki
Pragnąc zyskać trochę oddechu, Frank zignorował zwyczaj menedżerów Premier League, którzy oszczędzają kluczowych graczy w Pucharze Anglii, i wystawił silny skład.
Z okazji 125 rocznicy bycia pierwszym pozaligowym zespołem, który zdobył Puchar Anglii, Tottenham wystąpił w specjalnym pamiątkowym stroju bez nazwisk zawodników na plecach i z mniej widocznymi logotypami sponsora oraz emblematem klubu na przodzie.
Niestety dla Franka, gra Tottenhamu w pierwszej połowie bardziej przypominała wysiłek zespołu pozaligowego niż poziom oczekiwany od jego kosztownie sformowanej ekipy.
Villa objęła prowadzenie po pierwszej poważnej akcji w 22 minucie.
John McGinn i Donyell Malen przecięli kruchą obronę Tottenhamu szybką wymianą podań, po czym Buendia huknął wysoko w spojenie z 10 metrów.
Kibice Villi drwili z menedżera Tottenhamu, skandując "Thomas Frank kibicuje Arsenalowi".
A problemy Franka narastały, gdy brazylijski napastnik Richarlison zszedł z boiska, kulejąc z pozornym urazem mięśnia dwugłowego.
Tottenham był bez steru i nikogo nie zdziwiło, gdy Rogers wpisał drugie trafienie dla Villi tuż przed przerwą.
To była taka płynna akcja, jakiej Frank rzadko potrafił zainspirować u swoich podopiecznych, bo sprytne piętkowanie Buendii przygotowało Rogersowi precyzyjne wykończenie z bliska.
Tottenham prezentował się lepiej w drugiej połowie i Odobert zmniejszył stratę w 54 minucie.
Randal Kolo Muani odzyskał piłkę w środku pola i podał do Odoberta, którego niski strzał wleciał w dalszy róg z 12 metrów.
W krótkim naporze Xavi Simons trafił w słupek, zanim strzał Kolo Muaniego wyparował Marco Bizot.
Lecz ich impet wygasł w końcowych fragmentach, pozostawiając Franka bez osłony.