WYWIAD: Robert Huth o mistrzostwie Premier League z Leicester i szansach Niemiec na mundialu

WYWIAD: Robert Huth o mistrzostwie Premier League z Leicester i szansach Niemiec na mundialu

Flashscore: Miło nam dzisiaj z tobą porozmawiać. Na początek chciałbym zapytać o Leicester City. Minęło około dziesięciu lat, odkąd wygraliście z nimi Premier League, a teraz spadli do League One. Patrząc z zewnątrz, jakie to budzi w tobie uczucia? Co myślisz o ich upadku i ogólnie o sytuacji w klubie?

Robert Huth: „Głównie odczuwam rozczarowanie. Dziesięć lat temu Leicester było klubem, na który inne zespoły patrzyły z podziwem pod kątem rekrutacji oraz mądrego kupowania i sprzedawania piłkarzy. To wszystko gdzieś zanikło w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat.

„Przykro patrzeć, jak spadają do League One, ale to pokazuje, że w piłce nożnej opuszczenie jednego czy dwóch okien transferowych może naprawdę obrócić się przeciwko tobie.”

Wracając pamięcią do tamtej wyjątkowej drużyny Leicester, jakie było twoje nastawienie podczas sezonu, w którym zdobyliście tytuł? Czy kiedykolwiek wierzyłeś, że możecie wygrać ligę, czy raczej koncentrowałeś się na każdym meczu z osobna? I jakie przesłanie przekazywał wam Claudio Ranieri?

„Szczerze mówiąc, na początku w ogóle nie myśleliśmy o wygraniu ligi, zwłaszcza że sezon wcześniej ledwo utrzymaliśmy się w Premier League. Na początku celem było po prostu pozostanie w elicie. Udało nam się zapewnić sobie bezpieczeństwo dość szybko, jeszcze przed końcem roku, więc musieliśmy na nowo przemyśleć nasze cele. Nigdy jednak nie nastąpiła gwałtowna zmiana w myśleniu – zawsze pozostawaliśmy przy meczach pojedynczo.

„Claudio był bardzo dobry w utrzymywaniu naszej koncentracji na bieżących zadaniach. W sporcie nie można wybiegać myślami w przyszłość, a on pilnował, żebyśmy tego nie robili. Oczywiście jako ludzie nie sposób nie wyobrażać sobie pewnych rzeczy, ale dzięki jego przywództwu mieliśmy twardy grunt pod nogami.”

Kiedy mówi się o tamtej drużynie Leicester, często wspomina się napastników, takich jak Riyad Mahrez, Jamie Vardy czy nawet N’Golo Kante w środku pola. Jednak ogromny sukces zespołu opierał się na mocnej defensywie, szczególnie na twojej współpracy z Wesem Morganem. Jak grało ci się u jego boku i co sprawiło, że tworzyliście tak silny duet w obronie?

„Ogromną rolę odgrywała komunikacja. Zarówno Wes, jak i ja lubiliśmy dużo mówić, organizować wszystkich wokół i upewniać się, że nie jesteśmy narażeni na zagrożenia w otwartej grze.

„Ale wielką siłą całego zespołu było to, że wszyscy atakowali i bronili razem. Nawet ci napastnicy, których wymieniłeś – gdy nie mieliśmy piłki, każdy pracował niezwykle ciężko, aby zachować solidność w obronie. Claudio bardzo to podkreślał jako kluczowe przesłanie. Łatwo zrzucić całą odpowiedzialność na obrońców, ale jeśli gracze przed tobą nie pracują, staje się to niemal niemożliwe.

„Nasza równowaga jako zespołu była kluczowa i dlatego mieliśmy tak mocną defensywę.”

Czy dostrzegasz podobieństwa do czasów w Chelsea? Grałeś tam z wielkimi liderami i charakterami, pod okiem Mourinho, z Johnem Terrym, Ricardo Carvalhem, Frankiem Lampardem i innymi. Czy panowała tam podobna jedność i etyka pracy?

„Zdecydowanie, zwłaszcza jeśli chodzi o tempo pracy i ustawienie defensywne. Pod Jose każdy był nastawiony defensywnie, nawet ktoś taki jak (Didier) Drogba niesamowicie pressował z przodu.

„Ale jeśli porównać zespoły zawodnik po zawodniku, Chelsea miała skład światowej klasy gwiazd, jednych z najlepszych na swoich pozycjach. Taki poziom jakości na pewno pomaga – nie było łatwo przebić się do pierwszej jedenastki, ale było to też wielkie doświadczenie. Dyscyplina, etyka pracy i skupienie na każdym meczu naprawdę ukształtowały mnie jako młodego piłkarza.”

Mówiąc o nauce, jak wspominasz grę pod Mourinho jako młody zawodnik? I jak liderzy pokroju Johna Terry’ego wpłynęli na twój rozwój?

„Wiele z tego było bardzo wizualne – przejmujesz nawyki od innych zawodników. Na przykład John Terry zostawał po treningu, żeby wykonać dodatkową pracę; ja też zawsze lubiłem robić coś ekstra, ale nigdy nie dorównałem mu w tym.

„Inna sprawa to konsekwencje błędów. W drużynie młodzieżowej możesz popełniać błędy i się uczyć, ale w pierwszym zespole pomyłki nie są tolerowane, a jeśli się potkniesz, szybko o tym usłyszysz.

„Jose i starsi zawodnicy stawiali bardzo wysokie wymagania – czasem nie chodzi tylko o to, co mówią, ale o to, co robią: dodatkowe sesje, praca na siłowni czy z fizjoterapeutą. Te codzienne nawyki sprawiły, że ta grupa była tak wyjątkowa jako liderzy. Trwało to non stop, 24 godziny na dobę.”

Przechodząc do twojej kariery reprezentacyjnej, jak wspominasz mundial w 2006 roku w Niemczech? Zajęliście trzecie miejsce, pokonując Portugalię po porażce w półfinale z Włochami. Jakie było to doświadczenie, szczególnie biorąc pod uwagę dodatkową presję związaną z grą u siebie?

„Uwielbiałem każdą chwilę. Gra na mundialu na własnej ziemi to rzadka okazja i miałem ogromne szczęście, że mogłem w tym uczestniczyć.

„Wsparcie było niesamowite. Prawdziwy klimat nadał nasz pierwszy mecz. Po słabych wynikach w sparingach pojawiały się wątpliwości, ale szybko zdobyliśmy bramkę – Philipp Lahm trafił z 25 metrów po około pięciu minutach i to naprawdę podniosło nastrój całego narodu.

„Niestety wpadliśmy na znakomitą włoską drużynę w półfinale. Mimo że mogliśmy wygrać, to oni byli tego dnia lepsi. Ale absolutnie uwielbiałem być częścią tego turnieju; szkoda tylko, że nie udało nam się dotrzeć do finału.”

Ostatnim wielkim sukcesem Niemiec było zwycięstwo w mundialu w 2014 roku, ale od tamtej pory bywało różnie. Patrząc w stronę kolejnych mistrzostw świata, co sądzisz o drużynie Juliana Nagelsmanna i jej szansach?

„To dość mieszane uczucia. Mieliśmy ostatnio zarówno dobre wyniki, jak i rozczarowania – zarówno pod kątem rezultatów, jak i stylu gry. Naród jest nieco niepewny, czego się spodziewać.

„W kwestii składu uważam, że jakość jest na poziomie każdej drużyny na mundialu. Ale czego ostatnio brakowało, to tradycyjnego niemieckiego zespołowego myślenia – stawiania dobra grupy ponad indywidualnościami. Czasami zbyt polegaliśmy na indywidualnych umiejętnościach, a za mało na jedności, co nie jest typowe dla Niemiec.

„Myślę, że Niemcom będzie bardzo trudno dojść do końca i wygrać. Warunki klimatyczne też będą wyzwaniem – upały nie sprzyjają Niemcom, a dookoła jest wiele silnych drużyn, więc w pojedynczym meczu może być ciężko.”

Niemcy zawsze słynęły ze skutecznego napastnika, kogoś takiego jak Miroslav Klose. Jak oceniasz obecną sytuację z ich snajperami? Czy widzisz w tym problem, czy ufasz obecnym opcjom?

„Indywidualnie nie sądzę, by brakowało jakości – chodzi raczej o styl gry. Gdy Niemcy odnosili sukcesy, ostatnie podanie zawsze szło w kierunku dziewiątki, albo podania w pole karne. Teraz to już nie ma miejsca; budowanie akcji jest dość wolne i cierpliwe, co utrudnia tradycyjnemu napastnikowi przewidywanie tego, co się wydarzy. Dawniej gra była bardziej bezpośrednia, a ktoś taki jak Klose czy (Thomas) Müller wybiegał na podania i strzelał.

„Talent wciąż jest – (Deniz) Undav, (Kai) Havertz wraca do zdrowia – ale chodzi o granie na ich atutach, co nie zawsze jest łatwe przy obecnym stylu.”

Powiedziałbyś więc, że ta powolna, cierpliwa konstrukcja akcji to problem specyficznie niemiecki, czy raczej trend w światowej piłce?

„To na pewno problem Niemiec, ale też kwestia globalna. W Premier League i innych najlepszych ligach gra jest ostatnio moim zdaniem zbyt wolna.

„Od czasu wygrania mundialu w 2014 roku Niemcy jako naród nie do końca się dostosowały ani nie ewoluowały – trzymaliśmy się tego, co wtedy działało, zamiast przewartościować i zmienić podejście. Gdy patrzy się na takie drużyny jak Argentyna, Francja czy Portugalia, są one bardziej atletyczne, bardziej bezpośrednie i mają tę dodatkową siłę w ofensywie, nawet jeśli nie polegają tylko na długich podaniach. W tych ekipach jest znacznie więcej dynamiki.”

Których niemieckich zawodników typujesz jako tych, którzy mogą zrobić różnicę w nadchodzącym turnieju? Kto naprawdę musi pokazać się z dobrej strony?

„Myślę, że Florian Wirtz jest bardzo ważny. Na Euro spisał się przyzwoicie, chociaż miał pewne problemy z utrzymaniem stałej formy. (Jamal) Musiala to kolejny kluczowy gracz, jeśli pozwoli mu na to kondycja. W swoim najlepszym dniu jest błyskotliwy.

„Dla mnie to Wirtz i Musiala mają ten dodatkowy kunszt i potrafią sprawić, że coś się wydarzy dla Niemiec. Będę obserwował szczególnie tych dwóch.”