Trener West Hamu Nuno Espirito Santo uważa ze walka o utrzymanie potrwa do ostatniej chwili
Bramki strzelone przez Igora Thiago, Mikkela Damsgaarda oraz samobój Konstantinosa Mavropanosa przyniosly pełne trzy punkty zespołowi Brentford, który liczy na awans do Ligi Mistrzów.
Drużyna ze wschodniego Londynu utrzymuje przewagę dwóch punktów nad strefą spadkową, lecz mogłaby do niej spaść, jeśli Tottenham pokona Aston Villę w niedzielę.
W rozmowie z BBC Match of the Day po zakończeniu spotkania Espirito Santo przyznał, że jego zdaniem batalia o pozostanie w lidze rozstrzygnie się dopiero na finiszu.
"Stoję tu szczerze i staram się opowiedzieć o tym, co widziałem," stwierdził.
"Brentford to solidna drużyna, lecz nasza reakcja i gra w pierwszej połowie, z trafieniem w słupek i anulowaną bramką z powodu minimalnej różnicy, dawały nadzieję w przerwie. Jednak rzut karny nas zabolał, a potem sytuacja stała się chaotyczna z pośpiechem.
"Teraz zależy od nas, jak zareagujemy na tę trudną porażkę. Ten karny nas zranił, to szło wbrew temu, co chcieliśmy omówić w przerwie. Niestety, straciliśmy gola z rzutu karnego, którego dało się uniknąć.
"Zależy od nas, jak poradzimy sobie z tą sytuacją i hałasem wokół. Trzymajmy się razem. Pozostały nam trzy mecze. To rozstrzygnie się w ostatniej kolejce. Musimy się zjednoczyć."