Tottenham zapewnia sobie pozostanie w Premier League dzięki wąskiemu zwycięstwu nad Evertonem

Tottenham zapewnia sobie pozostanie w Premier League dzięki wąskiemu zwycięstwu nad Evertonem

W atmosferze jak żadna inna, Spurs rozpoczęli mecz z determinacją, której brakowało przez większą część ich fatalnej domowej kampanii, w której wygrali zaledwie dwa razy na własnym terenie.

Conor Gallagher był o włos od zapewnienia Spurs idealnego początku, strzelając w siatkę bocznej bramki pod presją Merlina Rohla, gdy Everton desperacko bronił się.

Siedem minut później kolejna ogromna strata, gdy rzut wolny Pedro Porro został podany przez Rodrigo Bentancura do Joao Palhinhy, który strzelił wysoko ponad poprzeczkę.

Potrzebna przerwa na wodę w 30-stopniowym upale nieco zahamowała wczesny impet Spurs, a tylko nieco paniczne cofanie się zapobiegło temu, by Iliman Ndiaye zdobył coś więcej niż tylko rzut rożny, gdy senegalski napastnik minął Destiny Udogiego i Micky'ego van de Vena, którzy skierowali piłkę poza grę.

Ale to właśnie z rzutu rożnego na drugim końcu Spurs zdobyli jedną z najbardziej pamiętnych bramek w swojej historii, gdy Mathys Tel podał piłkę, a główka Palhinhy trafiła w słupek i wróciła do niego, pozwalając mu na strzał przy drugiej próbie, który wyraźnie przekroczył linię bramkową.

Po łatwym utrzymaniu przewagi do przerwy, co zdarzyło się tylko po raz drugi w ostatnich 18 meczach PL, Spurs mogli potajemnie liczyć na dokończenie pracy – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Everton w poprzednich pięciu wyjazdowych meczach tracił dokładnie dwa gole.

I choć czterominutowe opóźnienie z powodów technicznych mogło być zakłócające, Spurs nadal dyktowali tempo, prowadząc cztery punkty nad przeklętą linią spadkową w momencie, gdy zegar wskazywał godzinę.

Jednak ta poduszka została zmniejszona o połowę dzięki bramkom Taty Castellanosa i Jarroda Bowena na East End. Gdy tysiące telefonów przekazywały tę wiadomość z powrotem do N17, dawniej radosna atmosfera nieco osłabła, i niemal na komendę Everton – który widział, jak Seamus Coleman po raz ostatni założył opaskę kapitańską – zaczął wyglądać na coś więcej niż tylko statystów.

Mimo to, Toffees – poza kluczowymi interwencjami Van de Vena i Antonina Kinsky'ego – rzadko wyglądali na zdolnych do zdobycia dwóch bramek, których potrzebowali, by skazać Spurs na spadek, ostatecznie dając Spurs ich 12. i najważniejsze zwycięstwo w 17 domowych pojedynkach.

Po dziewięciu bolesnych minutach doliczonego czasu, końcowy gwizdek potwierdził ocalenie Spurs, i to West Ham zobaczy przeklęte 'Lincoln away' w swoim terminarzu na sezon 2026/27, mimo dodania trzeciego gola w końcówce meczu z Leeds.

Jednak to tylko początek długiego i bolesnego procesu odbudowy dla Spurs. Zajęli 17. miejsce drugi sezon z rzędu, i bez tej lukratywnej zapasowej drogi do Ligi Mistrzów UEFA, która mogłaby to zrekompensować, za trzy miesiące możemy zobaczyć zupełnie inną drużynę Spurs wychodzącą z tunelu.