Sorloth i Alvarez strzelają, dając Atleti kluczową przewagę z pierwszego meczu nad 10-osobową Barceloną
Dwa celne strzały Marcusa Rashforda w pierwszych czterech minutach jasno pokazały, z jaką energią Barcelona rozpoczęła to spotkanie, choć Julian Alvarez z Atlético natychmiast odpowiedział w podobnym stylu. Obie ekipy rzuciły się do ataku przy każdej nadarzającej się okazji, tworząc dynamiczne starcie pełne zwrotów akcji, zanim zegar wskazał dziesiąty minutę.
Lamine Yamal wydawał się blisko dziesiątej asysty w Lidze Mistrzów dla Rashforda, jednak sędzia uznał, że wcześniej w tej akcji był na pozycji spalonej.
Zawodnicy Atlético w ogóle nie tracili ducha mimo przewagi Barcelony w posiadaniu piłki, stale mając gotowych biegaczy, by przełamać wysoką linię obrony gospodarzy. Czerwono-biali byli też mistrzami w ustawianiu dziesięciu graczy za linią piłki, co irytowało Katalończyków.
Prawdziwe okazje bramkowe pojawiały się rzadko po obu stronach boiska, ale tuż przed przerwą czerwona kartka dla Pau Cubarsiego za faul taktyczny dała przyjezdnym liczebną przewagę.
Bezpośrednio z rzutu wolnego kapitalne dośrodkowanie Alvareza uciszyło Camp Nou.
Mimo gry w dziesiątkę Barcelona ponownie przejęła inicjatywę, Rashford prawie trafił do siatki w pierwszej akcji po przerwie, a potem huknął w poprzeczkę z rzutu wolnego.
Gospodarze parli do przodu, Dani Olmo otarł się o gola przy dalszym słupku po lekkim zagraniu. Atlético z kolei nie stwarzało wielkiego zagrożenia, ale skutecznie odpierało ataki Barcelony za każdym razem, gdy ta ruszała falą.
Nagle, po szybkiej kontrze gości, piłka trafiła do zmiennika Alexandra Sorlotha, który delikatnym strzałem lewą nogą ustalił wynik na 2:0 dla Atlético.
Barça walczyła ciężko, ale bez przełomu, a porażka była ich pierwszą w dziesięciu spotkaniach we wszystkich rozgrywkach (8 zwycięstw, 1 remis). Zwycięstwo Atlético, pierwsze na Camp Nou od 2006 roku, otwiera im drogę do domowego rewanżu i potencjalnego hat-tricka wygranych w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów z Katalończykami.