PSG powstrzymuje Arsenal w serii rzutów karnych i zachowuje tytuł Ligi Mistrzów w finałowym starciu w Budapeszcie
Pierwszy finał Ligi Mistrzów pomiędzy francuską a angielską drużyną przyniósł szybki cios ze strony północnej części kanału La Manche. Już w szóstej minucie czerwono-biały sektor Puskás Aréna oszalał z radości.
Wybicie Marquinhosa odbiło się od Leandro Trossarda, co przypadkowo posłało Kaia Havertza w bieg lewym skrzydłem. Następnie Niemiec sprytnie uniósł piłkę pod poprzeczkę z ostrego kąta - to jego drugie otwarcie wyniku w finale Ligi Mistrzów.
Ufając obronie, która do tej pory zachowała aż dziewięć czystych kont w Lidze Mistrzów (wyrównany rekord), Arsenal starał się utrzymać przewagę i sprawić, by to już dwunasty finał z rzędu, w którym zwycięzcą zostaje pierwszy strzelec bramki.
Do przerwy skutecznie tłumili PSG, najlepszych strzelców turnieju, mając na koncie jedynie dwa niecelne strzały Fabiána Ruiza oraz kilka słabych próśb o rzut karny po ewentualnym ręcznym Bukayo Saki.
Podobna tendencja utrzymywała się po przerwie, ale nastrój zmienił się, gdy Khvicha Kvaratskhelia został sfaulowany przez Cristhiana Mosquerę przy wejściu w pole karne. Sędzia Daniel Siebert bez wahania wskazał na jedenasty metr.
Za bramką zapłonęły race, a zdobywca Złotej Piłki Ousmane Dembele pewnie umieścił piłkę w lewym dolnym rogu. Wyrównał stan meczu na 25 minut przed końcem.
Kvaratskhelia pokazał, że chce uniknąć dogrywki, uciekając i oddając potężny strzał, który został odbity na zewnątrz słupka przez Milesa Lewisa-Skelly'ego. Jednak nawet szalone ostatnie pięć minut, gdy Vitinha posłał piłkę na dach siatki, nie mogło zapobiec dodatkowej pół godzinie.
Pierwszy błąd z punktu nastąpił, gdy Eberechi Eze uderzył obok bramki, ale David Raya zrehabilitował się znakomitą obroną przed Mendesem.
Gdy po czterech karnych dla każdej drużyny było 3-3, Lucas Beraldo nie popełnił błędu, a Gabriel Magalhães posłał swoją próbę boleśnie nad poprzeczką.
PSG odbił się od przeciętnej fazy ligowej, by zdominować fazę pucharową i zdobyć rekordowe 45 bramek w Lidze Mistrzów. Tym samym Luis Enrique dołączył do zaszczytnego grona trenerów, którzy triumfowali w tych rozgrywkach trzykrotnie.
To kolejne europejskie rozczarowanie dla Arsenalu. Kanonierzy przegrali pięć ostatnich finałów w rozgrywkach kontynentalnych i pozostają drużyną z największą liczbą występów w Lidze Mistrzów bez jej zdobycia.