Późny gol Palhinhy zapewnia Tottenhamowi kluczowe zwycięstwo nad Wolves w walce o utrzymanie
Po ośmiu latach pobytu w Premier League Wolves oficjalnie spadli i przyjęli Tottenham, który pod wodzą Roberto De Zerbiego wciąż walczy o przetrwanie. Trener ten zauważył poprawę formy, ale w swoich pierwszych dwóch meczach zdobył tylko jeden punkt.
Zgodnie z oczekiwaniami Tottenham od początku dominował, lecz po pół godzinie gry żadna z drużyn nie stworzyła poważnych okazji. Wczesny zapał gości wygasł wraz z nadchodzącą przerwą, bez celnych strzałów w coraz bardziej ospałej pierwszej połowie.
Największym tematem dyskusji w tej części meczu była decyzja o nieusunięciu Andre z boiska po brutalnym faulu na Yvesie Bissoumou, który wrócił do gry do końca połowy, w przeciwieństwie do kontuzjowanego kolegi z drużyny Dominica Solankego.
Potrzebując nowego impulsu De Zerbi wprowadził Mathysa Tela na drugą połowę i wkrótce po wznowieniu najlepsza szansa meczu trafiła do Xaviego Simonsa, który z bliskiej odległości posłał piłkę obok bramki.
Wiadomość o golu West Ham United szybko dotarła na stadion, zwiększając napięcie wśród przyjezdnych kibiców, gdy Richarlison, który wszedł w pierwszej połowie, uderzył optymistycznie daleko od celu. Sytuacja pogorszyła się, gdy Simons doznał urazu i został zniesiony noszami, dołączając do rosnącej listy nieobecnych graczy z północnego Londynu.
Adam Armstrong siał popłoch w obronie gości, którzy wyglądali na bardzo niepewnych, gdy mecz zbliżał się do ostatnich dwudziestu minut. Mocny strzał głową Rodrigo Bentancura musiał sparować José Sá, co było pierwszym celnym uderzeniem w tym spotkaniu.
Czas uciekał Tottenhamowi, ale w 82 minucie wreszcie przełamali impas po rzucie rożnym Pedro Porro, który spadł do Richarlisona. Ten wygrzebał piłkę i strzał dobito z bliska przez zmiennika Joao Palhinhe.
Wyrównanie Evertonu w innym ważnym meczu przyniosło chwilową ulgę, lecz późniejszy gol West Ham ostatecznie utrzymuje ich dwa punkty nad Tottenhamem, który zostaje na ostatnim miejscu spadkowym z czterema spotkaniami przed sobą.
Pierwsze czyste konto od Nowego Roku to podstawa do budowania dla De Zerbiego, ale utrzymanie wciąż nie zależy od nich, a widmo gry w Championship u boku Wolves po pierwszym spadku od prawie pięćdziesięciu lat wciąż wisi w powietrzu.