Manchester City nie zamierza rezygnować z walki o tytuł: Guardiola
Pep Guardiola zapewnił, że Manchester City będzie kontynuował walkę o mistrzostwo Premier League, mimo że zmarnował dwubramkową przewagę w kosztownym remisie 2:2 z Tottenhamem w niedzielę.
Zespół Guardioli szybko objął prowadzenie na stadionie w północnym Londynie dzięki golom z pierwszej połowy strzelonym przez Rayana Cherkiego i Antoine'a Semenyo.
Ale City załamał się po przerwie.
Dominic Solanke wepchnął piłkę do siatki, trafiając w nogę obrońcy City Marca Guehiego podczas strzału, lecz VAR sprawdził sytuację i bramka została uznana.
City nie zdołał powstrzymać naporu Tottenhamu, a Solanke popisał się niesamowitym scyzorykiem na wyrównanie po dośrodkowaniu Conora Gallaghera.
Odważny gol Solanka w formie akrobatycznego kopnięcia był ciężkim ciosem dla City na drugim miejscu, które teraz traci sześć punktów do liderującego Arsenalu.
Guardiola narzekał na pierwszą bramkę Tottenhamu, mówiąc: "Gdyby środkowy obrońca zrobił to napastnikowi, byłby karny.
"Mecz był dobrze rozegrany, a czasem przy długich podaniach i drugich piłkach po prostu to tracisz.
"Wolimy nie mieć takich przejść, ale emocjonalny problem z pierwszą bramką, którą sędzia przyznał Spurs, a potem momentum jest trudne do opanowania."
Guardiola otrzymał żółtą kartkę za protesty i wyglądał na zszokowanego, gdy incydent wyświetlono na wielkich ekranach w Tottenham Hotspur Stadium.
City wygrało tylko raz w ostatnich sześciu meczach ligowych, co pozwoliło Arsenalowi dojść do siebie po własnych ostatnich potknięciach.
Zwycięstwo Arsenalu 4:0 nad Leeds w sobotę sugeruje, że wrócili na właściwe tory, ale Guardiola jest przekonany, że City wciąż może dogonić ekipę Mikela Artety.
"Z 14 meczami do rozegrania? Dopóki szansa istnieje, nadzieja zawsze będzie," stwierdził.
"Wiem, że w takich spotkaniach zawsze w przeszłości trzeba było wykorzystać i wygrać, ale tak, trudności z wieloma rzeczami, lecz gracze wracają i widziałem niesamowity duch oraz wiele innych spraw.
"Mieliśmy kontuzje, miesiąc temu mieliśmy dużo z dziewięcioma lub dziesięcioma zawodnikami poza składem, ale jednocześnie jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, a kalendarz jest jaki jest."
Okrzykowany kontuzjami Tottenham pokazał wielki charakter, uciekając z tego spotkania, co było mile widzianym wsparciem dla Thomasa Franka pod ostrzałem.
Duńczyk musiał stawić czoła wezwaniami do zwolnienia w ostatnich tygodniach, ale awans Tottenhamu do 1/8 finału Ligi Mistrzów wlał w zespół nową wiarę.
Z 11 nieosiągalnymi graczami i Solankiem oraz Archiem Grayem kuśtykającymi pod koniec, Frank pochwalił ducha swojej zdziesiątkowanej grupy.
"Jestem niezwykle szczęśliwy, że w końcu zdobyliśmy punkt po wielkiej drugiej połowie," powiedział.
"Mówiłem to wcześniej, zdolność tego zespołu do reagowania na niepowodzenia i pokazywania odporności, myślę, że rozwijamy to krok po kroku.
"I budujemy to, przy okazji, z, nie wiem, zawodnikami wypadającymi co chwilę z powodu urazów.
"Myślę, że to pokazuje wszystko o zespole i tym, co budują. Bardzo dumny z graczy."