'Mają święto, gdy Barcelona gra z Realem Madryt': miłość Arnolda do futbolowego szaleństwa Iraku
"Rok, który spędziłem na stanowisku, był szalony i bardzo, bardzo stresujący dla zawodników," powiedział Arnold AFP przez telefon z Bagdadu, krótko przed wylotem do Hiszpanii na przedturniejowe zgrupowanie.
"Każdy mecz od momentu, gdy tu jestem, był meczem o życie i śmierć."
To może brzmieć ekstremalnie. Irak nie tylko walczył o awans do ostatniej chwili. Ich szanse na dotarcie do finałów zostały poważnie nadszarpnięte przez wojnę w sąsiednim Iranie.
62-letni Arnold został powołany w maju ubiegłego roku na następcę Hiszpana Jesusa Casasa. Wówczas Lwy Mezopotamii dążyły do bezpośredniego awansu w azjatyckiej grupie B, ustępując jedynie Korei Południowej i Jordanii.
Jednak w debiucie Arnolda dziesięcioosobowy Irak przegrał z Koreańczykami. Ostatecznie musieli wygrać dwumeczowy baraż ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, a decydujący karny Amira Al-Ammariego w 17. minucie doliczonego czasu gry zapewnił im awans do międzykontynentalnego barażu w Meksyku w marcu.
W tym czasie amerykańskie i izraelskie naloty na Iran spowodowały, że wielu irackich zawodników i pracowników sztabu utknęło i z trudem organizowało długą podróż.
"Przestrzeń powietrzna nad Irakiem została zamknięta. Nie mogłem wrócić do Iraku, aby odebrać sprzęt szkoleniowy. Zawodnicy nie mogli opuścić Iraku," wspomina Arnold, opisując 26-godzinną podróż autobusem z Bagdadu do Ammanu w Jordanii.
"A potem utknęli w Jordanii na 28 godzin, ponieważ wokół nich wybuchały bomby i zamknięto przestrzeń powietrzną.
"Gdy chłopcy w końcu dotarli, zajęło to 68 godzin. Jedno z pierwszych spotkań i rozmów, jakie miałem z zawodnikami, brzmiało: OK, biorąc pod uwagę wszystko, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, czy wykorzystacie to jako wymówkę czy motywację?"
Irak pokonał Boliwię 2:1 w Monterrey, zapewniając sobie pierwszy występ w mistrzostwach świata od 1986 roku po niekończącej się, 21-meczowej kampanii kwalifikacyjnej.
"Zawodnicy przeszli przez ogromny stres i ogromną presję ze strony 46 milionów ludzi w Iraku, aby po raz pierwszy od 40 lat zakwalifikować się na mistrzostwa świata," powiedział Arnold.
"Każdy z tych meczów to był albo złamane serce, albo przetrwanie."
Arnold, który dzieli swój czas między Australię a Irak, twierdzi, że jego drużynie nie brakuje umiejętności, ale jego największym zadaniem była zmiana mentalności.
"To, co odczułem podczas mojego pobytu tutaj, to że Irak jest bardzo negatywnym krajem, z powodu całego gówna, które się działo przez wojny w ciągu ostatnich 30 lat, panuje tu trochę negatywna mentalność, nikt nas nie lubi, wszyscy nas nienawidzą," mówi, odnosząc się do wojen w Zatoce w 1991 i 2003 roku.
To dopiero drugi mundial Iraku. Kraj ma jednak piłkarską renomę. Wygrali Puchar Azji w 2007 roku i byli półfinalistami w 2015.
"Nigdy nie widziałem kraju tak zafascynowanego piłką nożną. Mają święta państwowe, gdy Barcelona gra z Realem Madryt," mówi trener.
Arnold poprowadził swoją rodzimą Australię na mundial w Katarze w 2022 roku, doprowadzając ją do 1/8 finału, gdzie mocno postraszyli późniejszych mistrzów, Argentynę.
Mimo uwielbienia, jakie otrzymał od Irakijczyków, twierdzi, że czuł znacznie większą presję jako trener Socceroos.
"Mam ogromny szacunek dla ludzi takich jak Didier Deschamps, który pozostał i prowadził swoją reprezentację przez tak długi czas.
"Presja trenowania własnego narodu jest szalona, bo nie chcesz ich zawieść.
"Czuję, że teraz z Irakiem jestem bardziej trenerem piłkarskim niż z Australią."
Irak trafił do trudnej grupy na tych mistrzostwach, zaczynając od meczu z Norwegią w Bostonie 16 czerwca, a następnie grając z Francją i Senegalem. Co więc realnie mogą osiągnąć?
"Zakwalifikowaliśmy się jako ostatni. Gdybyś przeanalizował każdego zawodnika i każdą drużynę oraz cenę transferową wszystkich piłkarzy, prawdopodobnie bylibyśmy najniżej notowani na mundialu," mówi Arnold, którego kontrakt wygasa 31 lipca.
"Ale to są mistrzostwa świata. Wszystko może się zdarzyć. A nasi chłopcy mają świetną mentalność walki. To 11 na 11.
"A jeśli wygramy nasze pojedynki jeden na jeden, możemy zszokować świat."