Japonia celuje w równorzędność z Premier League dzięki synchronizacji kalendarza z Europą

Japonia celuje w równorzędność z Premier League dzięki synchronizacji kalendarza z Europą

Liga Japońska J League może kiedyś rywalizować z angielską Premier League, jeśli zmiana kalendarza pozwoli klubom na uzyskiwanie wyższych opłat transferowych, stwierdził jej prezes w rozmowie z AFP przed startem nowego sezonu.

Japońskie drużyny regularnie sprzedają zawodników do Europy, w tym Kaoru Mitomę do Brighton, jednak kwoty tych transakcji to zaledwie ułamek miliardów krążących na światowym rynku transferowym.

Prezes J League Yoshikazu Nonomura zamierza to odmienić i uważa, że pierwszym krokiem jest porzucenie tradycyjnego sezonu od lutego do grudnia na rzecz dopasowania do europejskiego harmonogramu.

Skrócony turniej przejściowy trwający do czerwca rozpocznie się w piątek, po czym pełna edycja ligi wystartuje po mistrzostwach świata.

Nonomura jest przekonany, że to umożliwi klubom J League pełne wykorzystanie letnich wydatków europejskich zespołów i pozwoli dogonić światową czołówkę lig.

"Jeśli osiągniemy sukcesy biznesowe, nie będzie zaskoczeniem, jeśli za dwadzieścia lat sytuacja zmieni się na tyle, że pięć największych lig nie będzie wyłącznie europejskich," powiedział.

"Stale budujemy podstawy, by Japonia stała się częścią globalnego rynku, być może obok Anglii, Hiszpanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych."

Mitoma przeszedł z Kawasaki Frontale do Brighton za zaledwie 2.5 miliona funtów w 2021 roku, a jego wartość wzrosła lawinowo po debiucie w Premier League.

Nonomura uważa, że nowa struktura kalendarza pozwoli japońskim klubom żądać "odpowiednich kwot" za swoich graczy.

"Aby świadomie konkurować i rozwijać się na globalnym rynku, kluczowe jest działanie w tych samych warunkach, synchronizacja okienek transferowych, maksymalizacja opłat z Europy i pełne zaangażowanie w starcia na boisku," dodał.

 Gry siłowe

Coraz więcej japońskich piłkarzy wyjeżdża do Europy w młodym wieku, wybierając Belgię, Holandię czy Portugalię zamiast J League.

Nonomura chce "przekonać graczy, że mogą się tu rozwijać", i wierzy, że unikanie japońskich upalnych lat dzięki zmianie kalendarza pomoże w tym celu.

Ma też nadzieję, że wyższe przychody przyciągną zagraniczne gwiazdy do J League, która od odejścia Andrésa Iniesty w 2023 roku nie ma wielkich nazwisk.

"Naszym celem jest podniesienie przychodów na poziom porównywalny z Premier League, Barceloną, Realem Madryt w Hiszpanii czy ligą niemiecką," wyjaśnił Nonomura.

"Gdy osiągniemy taką skalę finansową, utalentowani zawodnicy sami do nas przyjdą."

J League szybko stała się jedną z najsilniejszych lig azjatyckich po starcie w 1993 roku, ale jej możliwości finansowe zostały przyćmione przez Arabię Saudyjską, która pozyskała wiele europejskich gwiazd.

To przyniosło Saudyjczykom sukcesy, w tym trzy zespoły z tego kraju w półfinałach ostatniej edycji Azjatyckiej Ligi Mistrzów.

 Solidne fundamenty

Kawasaki Frontale jako jedyny zespół spoza Arabii dotarło do półfinału i zagrało w finale, co daje Nonomurze nadzieję na utrzymanie konkurencyjności japońskich drużyn w Azji.

"Japoński klub dotarł do finału w trzech ostatnich latach, więc nie brakuje nam szans na zwycięstwo," powiedział.

"Nawet przy obecnym biegu событий japońskie zespoły mają jakość do rywalizacji. A jeśli pozyskamy więcej środków, różnica na boisku się zmniejszy."

Inwestycje saudyjskie zmieniły oblicze azjatyńskiego futbolu, podobnie jak wcześniej chińskie kluby w latach 2010, które szastały pieniędzmi.

Gwiazdy pokroju Carlosa Teveza czy Didiera Drogbę zarabiały tam krocie, ale wszystko runęło, gdy właściciele zbankrutowali w obliczu słabnącej gospodarki Chin.

Nonomura podkreśla stabilność J League jako jej atut.

"Japońskie kluby nie inwestują tyle co saudyjskie, ale mają solidne podstawy," zaznaczył.

"Frekwencja na meczach J League w ostatnim sezonie była rekordowa. Nasze fundamenty są mocniejsze niż w jakimkolwiek innym kraju Azji, więc liga nie zmierza ku upadkowi."