Grifo zapisuje się w historii gdy Freiburg gromi Genk odrabiając straty i meldując się w ćwierćfinałach
Po spokojnym początku pojedynek ożył w 19 minucie gdy Freiburg objął prowadzenie.
Wolny z lewej strony w wykonaniu Vincenzo Grifo został trafiony precyzyjnym głową Matthiasa Gintera który skierował piłkę do siatki po odbiciu od słupka a defensor zanotował trzecie trafienie w sześciu spotkaniach wyrównując stan dwumeczu.
Niezrażony Genk mógł szybko odpowiedzieć gdy Joris Kayembe popędził lewą flanką i idealnie dograł do Aarona Bibouta lecz Noah Atubolu sparował jego strzał zachowując prowadzenie gospodarzy wieczorem dzięki rewelacyjnej interwencji.
To obronienie wydawało się jeszcze ważniejsze gdy podopieczni Juliana Schustera objęli prowadzenie w dwumeczu przed upływem pół godziny z Ginterem ponownie w roli głównej.
Strzał Yuito Suzukiego odbił się szczęśliwie prosto pod nogi Gintera w polu karnym a ten skierował piłkę na dalszy słupek gdzie Igor Matanovic wepchnął ją do bramki notując dziewiąte gola w sezonie.
Genk wydawał się oszołomiony po dwóch szybkich ciosach ale szybko się pozbierał i zaczął naciskać rywala.
Przed przerwą przywrócili remis w dwumeczu gdy strzał Konstantinosa Karetsasa odbił się od słupka przeturlał się przez linię bramkową i wrócił do Greka który podał do Smetsa a ten pokonał Atubolu.
Ken Nkuba zmarnował wielką okazję na ponowne prowadzenie w dwumeczu przed końcem pierwszej połowy strzelając nad bramką po podaniu od Bibouta zostawiając starcie w równowadze na drugą odsłonę.
Przewaga wydawała się po stronie gości na przerwie ale po wznowieniu inicjatywa przeszła na Freiburg.
Błąd Genk sprawił że ich strzelec Smets źle podał przez własne pole karne co wykorzystał Grifo pakując piłkę do siatki jako swój 106 gol dla Freiburg i zostając samodzielnym liderem wśród najlepszych snajperów w historii klubu.
Chwilę później bo zaledwie cztery minuty Suzuki rozpoczął i zakończył błyskawiczną kontrę wbijając piłkę w dolny róg po podaniu od Johana Manzambiego dając im wydawałoby się nie do obrony dwubramkową przewagę w dwumeczu.
Genk nie zdołał się podnieść po tym podwójnym ataku a ich los został przesądzony w 79 minucie gdy Maximilian Eggestein huknął z krawędzi szesnastki.
Taki ofensywny popis mógł zaskoczyć kibiców gospodarzy biorąc pod uwagę że Freiburg nie strzelił gola w trzech z poprzednich czterech meczów ale teraz mogą szykować się na ćwierćfinał z Celtą Vigo.
Genk przegapił szansę na pierwszy awans do ósemki od sezonu 2016/17 a ten słaby rezultat wydłużył ich serię bez zwycięstw w wyjazdowych spotkaniach z niemieckimi rywalami do pięciu.