EKSKLUZYWNY WYWIAD: Były trener La Masia Moral o współpracy z Lamine Yamalem i innymi talentami Barcy
Jak trafiłeś do akademii Al Rayyan?
Dobrze, spędziłem w Barcy prawie siedem sezonów i otrzymałem telefon od Alberta Valentina, byłego sekretarza technicznego pierwszej drużyny Barcy. Dzwonił do mnie kilka razy, by opowiedzieć o projekcie, który planowali zrealizować tutaj w Katarze.
Byłem bardzo zadowolony w Barcy. Rozmawiałem już nawet o przedłużeniu kontraktu. Nie było to łatwe, ale przekonał mnie, ponieważ wyjaśnił mi inicjatywę, która została w pełni zrealizowana. Brzmiała bardzo atrakcyjnie, pomiędzy tym był Mundial, a po tylu latach w Barcy chciałem też spróbować przygody za granicą, więc zdecydowałem się przyjechać.
Rozumiem, że pod względem budżetu, infrastruktury i warunków niewiele brakuje tu wielkim europejskim klubom, takim jak Barcelona.
Tak, szczerze mówiąc, jak wiesz, młodzieżowa akademia Barcy La Masia dysponuje fantastycznym kompleksem sportowym, z obiektami treningowymi, które nie są powszechne w Hiszpanii czy Europie. Ale tutaj w Al Rayyan wszystko jest pomnożone przez pięć.
By to zilustrować, od kategorii U13 do U19, czyli drużyny młodzieżowej tuż przed pierwszą ekipą, mamy 10 boisk z naturalną trawą, bez najmniejszej dziury, wszystko jest imponujące. Posiadamy dwie sale gimnastyczne dla U17 i U19 z jacuzzi, lodem do regeneracji po meczach, GPS, innymi słowy, wszystko, co można sobie wyobrazić na poziomie profesjonalnym w Europie, mamy tutaj. Zainwestowali solidnie i idą na całość.
Nie tęsknisz za Barcą, prawda?
Barca to mój dom, jestem tam bardzo wdzięczny, utrzymuję kontakt z некоторыми przyjaciółmi, którzy nadal są trenerami, nawet graczami. Na przykład w tym tygodniu rozmawiałem z Xavim Espartem, który niedawno zadebiutował w pierwszej drużynie, i miałem szczęście go trenować oraz spędzić z nim świetne chwile.
Kiedy z nimi rozmawiasz i widzisz, że torują sobie drogę, mówisz: Wow, tęsknię za nim. Mam bardzo miłe wspomnienia. To piękna tęsknota, bo tutaj też mam się dobrze, nie będę cię oszukiwał.
Wyjchałem stamtąd w dobrych stosunkach, mam pozytywne wspomnienia, dobre relacje z trenerami i na przykład z Marciem Serrą, koordynatorem Barcy, bo jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Zwykle spotykamy się latem, jemy lunch, nadganiając zaległości.
Tak więc tęsknię, ale cieszę się nimi inaczej, teraz oglądając ich w telewizji i widząc debiuty w pierwszej drużynie. To też bardzo miłe.
Jakie najlepsze wspomnienia zabierasz ze swojego czasu w Barcy?
Na poziomie sportowym szczęście zdobycia trzech edycji LaLiga Promises spośród czterech rozegranych. Ostatnia była特别 miła, bo wiedziałem, że mogę odejść, a i tak wygraliśmy.
Te wspaniałe turnieje, które wygraliśmy, ligi, wszystkie ligi. Ale przede wszystkim zabieram ze sobą to, że teraz będąc daleko od domu mogę utrzymywać kontakt z graczami. To trochę wspomnienie i fakt, że ci chłopcy w końcu się przebijają. To ogromna satysfakcja dla trenera, którego celem jest pomagać zawodnikom w dotarciu tam. To bardzo miłe, piękne wspomnienie.
Ponadto gracze, którzy nie zostali w Barce, bo w końcu piłka jest wielka, też mam z nimi kontakt. Niektórzy grają za granicą, niektórzy w pierwszej lidze w innych klubach. W końcu to daje satysfakcję z osiągniętych wyników.
Oczywiście mam piękne wspomnienia, ale też na poziomie osobistym, dzięki tym przyjaźniom i obserwowaniu ich rozwoju w Barce i poza nią.
Wspomniałeś Xaviego Esparta, którego wielu widzi wkrótce w pierwszej drużynie. Czy się tego spodziewałeś i jak ewoluował?
Mówiłem o tym już dużo, bo rozmawiałem z wieloma osobami, i nigdy nie lubię się wychwalać, bo w końcu to zasługa gracza w 200 procentach, ale z Xavim faktycznie mieliśmy świetne przeczucie, bardzo dobrą relację.
To był zawodnik, który dużo grał u mnie, bo sprawiał, że graliśmy bardzo dobrze. Był chłopakiem, który doskonale rozumiał grę, bardzo dojrzałym jak na swój wiek. Widziałem w nim gracza z ogromnym potencjałem. Faktycznie w tym roku ze mną w drużynie młodzieżowej się przebił, ale potem miał kilka etapów, gdzie nie błyszczał tak jak teraz.
Ale w końcu dotarł, bo mentalnie to dla mnie bestia. Dostosował się do nowej pozycji, bo wcześniej grał jako środkowy pomocnik. Tak, był graczem wyróżniającym się spośród reszty. Dla mnie był o krok przed innymi. Więc nie jestem zaskoczony, że się przebił. Zapracował na to ciężką robotą.
W tych sezonach był w kategorii B, bo w A byli Lamine Yamal, Marc Bernal i spółka. Ale zawsze pracował, dodawał coś od siebie i w końcu dotarł dzięki talentowi i ciężkiej pracy, wykorzystując okazje.
W tych latach, gdy dołączyłeś do La Masia, przybyło też dwóch chłopców, niejaki Marc Bernal i niejaki Lamine Yamal. Czy od początku spodziewałeś się ich tak gwałtownego wybicia?
Szczerze, z Lamine nigdy nie można być pewnym, ale miałem mało wątpliwości, bo to jeden z najbardziej wyróżniających się graczy, jakich widziałem w La Masia przez tyle lat. Zawsze zaskakiwał, jest inny.
To, co robi teraz jako młodzieżowiec w pierwszej lidze, wyobraź sobie, jak to robił z rówieśnikami. Był o krok przed. To utalentowany gracz i mówię: nigdy nie da się powiedzieć w 100 procentach, czy się przebiją, ale czujesz to. W przypadku Lamine był wyjątkowy i takich jest mało. Szczęśliwie, Barca ma ich sporo.
Ale w końcu to chłopak, który od dziecka ciężko pracował i wykorzystywał szanse. Na poziomie rywalizacji jest świetny, technicznie też. Więc to, co robi teraz, robił od najmłodszych lat.
A Bernal podobnie. Gracz z dużą obecnością w pomocy. Nie wyróżniał się tak jak Lamine, oczywiście jest tylko jeden, ale był ważnym zawodnikiem, dającym dobre występy, dobrze rywalizującym i kończącym etapy, zawsze istotnym. Zawsze miał dobrą reputację w systemie młodzieżowym.
Również być może pierwszy, który zadebiutował tak młodo w ostatnich latach, to Ansu Fati. Jak wyjaśnisz jego karierę, naznaczoną kontuzjami? Jaki był Ansu w systemie młodzieżowym?
Z Ansu jest trochę jak z Lamine. Myślę, że przed Lamine mieliśmy podobne przeczucie co do Ansu. Pamiętam rozmowy z ludźmi, którzy go trenowali przez lata, mówiąc, że Ansu jest najlepszy, niesamowity, bardzo dobry. Pamiętam oglądanie jego meczów, zawsze grał o rok starszy i wyróżniał się. Strzelał gole, był finiszującym i miał talent.
Ale w piłce wiele czynników musi się złożyć na perfekcję i Ansu miał pecha z kontuzjami. To duży handicap dla jego kariery i szkoda, bo miał dość talentu, by grać w Barce, ale szczęście mu nie dopisało.
Ale teraz widzę, że dobrze mu idzie w Monaco. Jest jeszcze bardzo młody. Mówimy o debiucie bardzo młodo w Barce. Nadal jest młody i zobaczymy, jak dalej pójdzie, bo pamiętam, że wcześniej, jak wiesz, Xavi, Iniesta do 26, 27, 28 lat nie eksplodowali. A potem spójrz na ich osiągnięcia.
Zobaczymy, jak Ansu się rozwinie, ale to jeden z tych przypadków, jak mówiłem, graczy dotkniętych magią, jak Lamine. Ansu był takim od bardzo młodego wieku.
Mówiłeś o Gavim. Chciałem też zapytać, czy zawsze miał tę osobowość i charakter.
Tak, Gavi to wariat. Pamiętam od pierwszego dnia jego przybycia, był już inny. Miał fantastyczną postawę i charakter.
Mamy anegdotę o Gavim, którą lubimy, w turnieju z Espanyolem strzelił głową, trafili go w twarz, złamał nos, kawałek zęba, ale walczył, by zdobyć gola.
Strzelił, wyszedł na noszach, musieli operować, a po dwóch miesiącach wrócił i w finale w Burriana, pięknym turnieju, z Betisem, jego byłym zespołem. Znowu dośrodkowanie, a on głową z pełnym zaangażowaniem, strzelił wielkiego gola i powiedzieliśmy, że inny po powrocie nie ryzykowałby tak.
W końcu był dzieciakiem. Gavi wsadzałby głowę i zrobiłby wszystko. Gavi to super rywal, ale nie tylko o wsadzanie nogi chodzi, Gavi to czysty talent, ma dotyk do piłki i jest topowym graczem.
Z Gavim było podobnie, jak mówiłem, gdy przyjechał, powiedzieliśmy: Wow, jest bardzo dobry.
Więc zobaczymy, jak wróci po kontuzji, ale jestem pewien, że będzie dobrze, bo pracował jak zwierzę.
Więc widzisz go jako ważnego w tym sezonie i kolejnych, mimo tych kontuzji kolana?
Tak, dla mnie to gracz, który może być bardzo ważny dla Barcy. Już był, gdy był dużo młodszy, ale teraz ma dużą konkurencję, są świetni zawodnicy.
Myślę, że to ich wszystkich jeszcze bardziej poprawi, bo w końcu mówimy o niesamowitej pomocy, z Ferminem Lopezem, Bernale, de Jongiem, Pedrim i tak dalej. Więc to pomoże im rosnąć, bo będą musieli walczyć o minuty.
Ale jestem pewien, że Gavi, taki jaki jest, przebije się, bo jest bardzo rywalizujący i utalentowany, nadal młody. Myślę, że tak, czuje barwy i chce być w Barce, to jasne, i chcę go dużo oglądać, i myślę, że będę mógł.
Wspomniałeś Fermina Lopeza, który dołączył do klubu w 2016/17. Jaki był, gdy przybył?
Nie sprowadziłem go osobiście, ale oczywiście dużo w niego wierzyliśmy i był super sympatycznym facetem. Zawsze pozdrawiał: Cześć, Pau, jak się masz? Był bardzo serdeczny, przyjazny z przyjaciółmi. Dogadywał się z wszystkimi i faktycznie był super utalentowany.
Ale prawda, wtedy chłopak jeszcze nie przeszedł zmiany, był bardzo drobny i miał ciężko. Pod względem siły trudno mu było, ale oczywiście za każdym dotknięciem piłki był inny. Podnosił kibiców z miejsc.
Klub musiał zaufać jego talentowi, dlatego podpisali go z Betisu. I patrz, w końcu siły się wyrównują, jak zawsze mówimy, i mamy kolejnego wybitnego gracza.
Ale podkreśliłbym go na poziomie ludzkim, bo pamiętam go jako super uśmiechniętego chłopaka, który zawsze wszystkich pozdrawiał, będąc daleko od domu. Zawsze miał uśmiech. Szczerze, pamiętam go jako bardzo, bardzo miłego faceta.
Czy jest ktoś, kogo trenowałeś w klubie, kto cię zaskoczył, może idąc dalej lub szybciej niż oczekiwano w sztabie?
No, nie oszukam cię, zaskakują mnie wszyscy.
Widzieć Gaviego grającego teraz, poza Barcą Arnau Martineza w Gironie, Gabriego w Bradze. Widzieć ich grających zaskakuje mnie, bo są bardzo młodzi i grają od lat. Na przykład Arnau Martinez w Gironie gra w top lidze od wielu lat. Pamiętam, gdy byłem młodszy i oglądałem Xaviego i Iniestę, byli dużo starsi od tych chłopaków.
A potem widząc Bernala, Lamine, Xaviego Esparta, szaleję. Jak to możliwe, że są tak młodzi i dają takie występy?
Nie ma jednego gracza, który mnie zaskakuje, jest wielu. Bardzo mnie dziwi, że wszyscy ci gracze dotarli i przede wszystkim ich poziom, wydaje mi się to naprawdę szalone.